Miasta oszczędzają na odszkodowaniach dla kierowców

Miasta szukają oszczędności na odszkodowaniach dla kierowców (na przykład za zniszczone na dziurawych drogach felgi, opony, czy zawieszenia) i wynajmują firmy likwidujące odszkodowanie za dziurę w drodze.

Kosztuje to mniej niż pośrednictwo ubezpieczalni. W ten sposób oszczędzają już Kraków i Gdańsk.

Krakowski Zarząd Infrastruktury Komunalnej i Transportu rozpisał w ubiegłym roku dwa przetargi dla firm ubezpieczeniowych na pokrywanie szkód powstałych na dziurawych miejskich drogach. Żaden z nich nie został rozstrzygnięty, bo okazało się, że składka zaproponowana przez najtańszą firmę, która stanęła do przetargu (1,6 mln zł), to dopiero początek wydatków dla miasta.

Ubezpieczenia dla miasta za drogie
Ubezpieczyciel zastrzegł bowiem, że będzie płacił wyłącznie za szkody o wartości przekraczającej 10 tys. zł. Takie uszkodzenia po wjechaniu w dziurę w drodze to margines, więc np. za szkodę o przeciętnej dla Krakowa wartości ok. 1,3 tys. zł miasto i tak musiałoby płacić z własnej, czyli mieszkańców, kieszeni. – Dlatego zdecydowaliśmy się na wynajęcie bezpośrednio firmy likwidacyjnej, której zadaniem jest rozpatrywanie wniosków odszkodowawczych, tak jak robi to dla ubezpieczyciela – wyjaśnia Piotr Hamarik z ZIKiT.

Na czym polega różnica? Firma likwidacyjna działa na zlecenie miasta i dostaje pieniądze m.in. za rozpatrzenie poszczególnych wniosków, ustalenie odpowiedzialności miasta czy rozpatrzenie odwołań. Tyle administracja. Z punktu widzenia kierowców nic się nie zmieniło, bo podczas składania wniosków muszą przejść identyczną procedurę jak dotąd.

Dla miasta taniej, dla kierowców – bez zmian odszkodowania
Ale urzędnicy tłumaczą, że ominięcie kosztownej polisy i korzystanie bezpośrednio z firmy likwidacyjnej to już spora oszczędność dla miasta – od początku 2013 r. Kraków zapłacił za rozpatrzenie wniosków kierowców łącznie ok. 150 tys. zł. Dużo? – Nie, bo przecież alternatywą była zapłata 1,6 mln zł dla firmy ubezpieczeniowej, której praca sprowadziłaby się do tego samego. A większość odszkodowań za dziury w drodze i tak musielibyśmy wypłacić my – wyjaśniają urzędnicy ZIKiT. – Oprócz opłaty za rozliczenie szkód wypłaciliśmy kierowcom dotąd 94 tys. zł odszkodowań i co ważne, żadna ze szkód nie przekroczyła kwoty 10 tys. zł.

Oszczędności są spore, więc podobne rozwiązanie wprowadzili również gdańscy urzędnicy. – Z firmy likwidacyjnej korzystamy dopiero od początku lipca, więc jest jeszcze za wcześnie, by mówić o konkretnych korzyściach z takiego rozwiązania – zastrzega Katarzyna Kaczmarek, rzeczniczka gdańskiego Zarządu Dróg i Zieleni.

Specjaliści chwalą oszczędności
Czy przy takich oszczędnościach firmy ubezpieczeniowe powinny przygotować się na problemy ze znalezieniem klientów? Tu eksperci nie mają pewności. – To zawsze coś za coś – podkreśla Marcin Broda, redaktor naczelny “Dziennika Ubezpieczeniowego”. – Każda organizacja zarządza ryzykiem na swój sposób. Dzisiejsze stawki, którymi chwalą się urzędnicy z Krakowa, wyglądają atrakcyjnie, ale jeszcze niczego nie przesądzają. Wiele zależy np. od tego, jaka jest wartość szkód, które wciąż są rozliczane. Poza tym wystarczy jeden poważniejszy uszczerbek na zdrowiu lub nawet śmierć spowodowane przez stan nawierzchni, by nałożyć na miasto obowiązek wypłacenia bardzo wysokiego odszkodowania. Mam nadzieję, że urzędnicy skalkulowali również to ryzyko.

Zobacz podobne: Milionowe odszkodowanie za dziurę w jezdniDziury w jezdni